Opowieści pilatesowe

Julie Driver „Czy twoje ciało jest gotowe na plażę?”

Lato przyszło: wszędzie śliczne kiecki, króciutkie szorty i maleńkie bikini. A ja uwielbiam zimę, oficerki i grube swetry.

Naprawdę, chodziłam w bikini, ale mając przeszczepioną skórę na nodze nie mogę sobie już pozwolić na bezpieczne odsłanianie nóg w słoneczny dzień.

I właśnie latem najbardziej odczuwam nacisk płynący z mediów, by się dopasować, dołączyć do armii idealnych, szczupłych, długonogich lasek w baletkach. Tę chęć, by wyglądać jak z obrazka potraktowanego Photoshopem nawet wtedy, kiedy słupki rtęci idą w górę, a wilgoć w powietrzu masakruje wyprostowane włosy i zmienia je w gigantyczne afro. Nie jestem w tym odosobniona, prawda? 

Czasami trudno zrozumieć, że ktoś przegląda się w lustrze nie z próżności, ale dlatego, że ma wewnętrznego krytyka. Wszyscy mamy swoje demony, nikt nie potrzebuje ciśnienia wywieranego przez media. Od wypadku zetknęłam się z pełnym spektrum ludzkich reakcji na widoczne blizny (nie tylko negatywnych), ale kiedy klientka mi powiedziała „Nie muszę tego oglądać”, podziękowałam jej za współpracę!

Niedawno poszłam z dziećmi na basen i w zamieszaniu pakowania wszystkich potrzebnych trzylatkom rzeczy zapomniałam o depilacji. Trzylatki mają takie rzeczy w nosie, a ja wyszłam z przebieralni zawstydzona i skrępowana. Wyobraźcie sobie, jak się przeraziłam kiedy się zorientowałam, że młoda parka się na mnie gapi i szturcha swoich znajomych.

– Czy ja jestem AŻ TAK  zarośnięta? – wyszeptałam przez zaciśnięte zęby do szwagierki, po czym ryknęłam histerycznym śmiechem, bo okazało się, że ludzie pokazywali sobie moją bliznę. Ulga, ale w sumie mało zabawne zdarzenie. 

Wszyscy mamy niedoskonałości: to one nas wyróżniają. Niektórzy z nas bez problemu pokazują swoje niedoskonałości, inni nie i to nasz wybór. W idealnym świecie wszyscy bylibyśmy z nimi pogodzeni i rozumieli, że dla niektórych to trudna droga, czasami trudniejsza, bo czują się osądzani przez media i dosłownie wytykani palcami.

Pierwsze lata w Londynie spędziłam jako modelka biegająca od agencji do agencji. Ponieważ nasłuchałam się komentarzy na temat tego, jak wyglądam i ile ważę jest mi przykro, że niektórzy ludzie nadal uważają, że gapienie się, osądzanie i pokazywanie palcami kogoś innego, niezwykłego albo odbiegającego od medialnych standardów urody jest OK. Chyba nadszedł już czas na zmiany?

Kiedy uczę widzę ciała, które mają różne kształty i budowę, a wszystkie są cudowną maszynerią. Prawdziwe piękno to błysk w oku albo dźwięk czyjegoś śmiechu. Cała reszta to pozłotka. Prawdziwe piękno to docenianie wartości innych.

Na basenie moje dzieci mają w nosie, czy noszę rozmiar 36, czy 46. Ważne dla nich jest to, że jestem z nimi, chlapię wodą i się bawię. Dzisiaj pakuję walizkę na wakacje w cieplejszych krajach. Czy mam „ciało gotowe na plażę”? Nie. A czy jestem gotowa na plażę?

No jasne!

zdjęcie: www.juliedriverpilates.com
zdjęcie: www.juliedriverpilates.com

 

Oryginalny tekst znajdziecie tutaj

 

O autorce:
Julie Driver jest nauczycielką Body Control Pilates, członkinią Body Control Pilates Education Tutor Team oraz zwyciężczynią konkursu Next Pilates Anytime Instructor 2014. Została nauczycielką BCP w 2001 roku, a w 2008 podczas wakacji narciarskich w Kanadzie miała bardzo poważny wypadek, który na jakiś czas przykuł ją do wózka. Lekarze ostrzegali, że odzyskanie sprawności zajmie lata i Julie na pewno będzie kuleć; po dziewięciu miesiącach rehabilitacji z Mary Bowen, Nathanem Gardnerem i Elizabeth Larkam (między innymi i w kolejności alfabetycznej) po utykaniu nie było śladu. Specjalizuje się w urazach kończyn dolnych i kompensacyjnych wzorcach ruchowych.

PS. Julie jest jedną z najfajniejszych istot ludzkich, jakie znam oraz fanką Doctora Who. I jeśli w połowie maja na korytarzu w The Dairy rozlega się nawet nie tupot, ale łomot obcasów oficerek – to Julie.

Podziel się dobrem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *