Opowieści pilatesowe,  Rozumny Ruch: Teoria

Mięśniocentryzm

 

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – jedenaście lat temu podczas kursu nauczycielskiego byłam uczona o mięśniach. O tym, że dolne włókna czworobocznego odpowiadają za retrakcję łopatki, a górne za jej rotację zewnętrzną, zębaty przedni jest bardzo ważny przy stabilizacji tejże łopatki, a czworoboczny lędźwi powinien siedzieć cicho podczas wyprostu kręgosłupa, gdyż ma tendencję do wyrywania się przed szereg i inicjowania ruchu, który powinien zaczynać się gdzie indziej.

Uczyłam, zafiksowana na mięśniu poprzecznym i na tym, żeby pokazać klientom, jak go wyczuć i kiedy. Poświęcałam mu długie godziny, przekonana, że to on jest TYM mięśniem stabilizującym kręgosłup i bez niego wszystko się rozpadnie i obróci w pył. Potem doszły jeszcze mięśnie dna miednicy, które mają to do siebie, że w sumie nie przepadają za tym, jak się je nadmiernie napina, za to dobrze im służą przysiady. Na szczęście w pilatesie prawidłowy wzorzec zgięcia i wyprostu bioder pomaga zapobiegać katastrofom.
 Tymczasem na zachód od Łaby sytuacja zaczynała się zmieniać.

– Dwadzieścia siedem procent ludzi nie ma mięśnia poprzecznego brzucha – poinformował mnie i jedenaście innych osób Richard Budd podczas kursu z anatomii. Richard jest nauczycielem Body Control Pilates i osteopatą-rezydentem brytyjskiej Opery Królewskiej.

– Co? – zapytałam, bo musiałam to przetłumaczyć i miałam wrażenie, że źle usłyszałam.

– Dwadzieścia siedem procent ludzi nie ma mięśnia poprzecznego brzucha – powtórzył. – Jego funkcję przejmują skośne wewnętrzne i powięź piersiowo-lędźwiowa. Poza tym on i tak jest cienki jak papier i potrzebny tylko do wymiotowania.

– Źródło…? – zapytałam, licząc po cichu na jakieś jedne badania przeprowadzone na trzech myszach.

– Anatomia Graya.

Spojrzałam po pozostałych. Co najmniej jedna osoba wyglądała, jakby potrzebowała soli trzeźwiących, ponieważ niebo właśnie spadło jej na głowę. Dobrze, że nie słyszała Nathana Gardnera, który parę lat wcześniej beztrosko poinformował zgromadzonych, że mózg właściwie nie wie, że mamy mięśnie, a w chińskich atlasach anatomicznych mięśnie wyglądają i biegną inaczej, niż w europejskich.

– Dlaczego? – zapytałam. Nathan wzruszył ramionami
– Inna technika cięcia zwłok podczas sekcji.

Przysięgam, usłyszałam wtedy chichot pokoleń antropologów, zwłaszcza Bronisława Malinowskiego, którzy od lat postulują, byśmy nie przywiązywali się za bardzo do swojej wizji świata, bo sąsiad ma inną i też spójną i zwartą.

To, jak postrzegamy ludzkie ciało i jego ruch jest kwestią kulturową. Nikt z nas nie rodzi się z atlasem anatomicznym w głowie, znając na pamięć nazwy i punkty przyczepów mięśni oraz wiedząc, jakie funkcje pełnią, kiedy się kurczą koncentrycznie i ekscentrycznie. Ba, my nawet nie wiemy, że mięsień kurczy się koncentrycznie i ekscentrycznie, po prostu wykonujemy ruch i on jest łatwy albo skomplikowany, mamy po nim zakwasy albo nie, sprawia nam przyjemność albo irytuje. O tym wszystkim, co mamy w środku – szkielecie, wnętrznościach, mięśniach – uczymy się w szkole albo podczas studiów kierunkowych. I wtedy zaczynają się problemy.

Po pierwsze, zapominamy, że inni nie mają tej wiedzy, którą my posiadamy i zaczynamy mówić do nich żargonem, a 90% ludzi jest zbyt uprzejmych, by komuś powiedzieć wprost „Stara, nie mam pojęcia o czym mówisz, ja mam tylko jeden mięsień brzucha i nazywa się sześciopak”.

Po drugie, fiksujemy się na tym, że aby zadział się jakiś ruch, muszą pracować określone mięśnie i utożsamiamy konkretny ruch z pracą konkretnych mięśni. Otóż, okrutna prawda jest taka, że człowiek jest neuroplastyczny i jeśli jakiś kawałek nie pracuje tak, jak powinien, znajdzie się obejście problemu. Przykład: spotkałam się z przekonaniem, że skoro mięśnie pośladkowy średni i wielki odpowiedzialne są za wyprost nogi w biodrze (ten ruch, kiedy noga idzie do tyłu względem osi ciała), to każde przeniesienie nogi do tyłu oznacza, że będą one pracować. Z tym, że zdecydowanie częściej nie jest to ani pośladkowy, ani średni, tylko lędźwiowy i to czworoboczny, co oznacza, że ruch w biodrze się skończył i przenosi się do kolejnego stawu. I teraz jak w żydowskim dowcipie są dwie możliwości: albo jest to ruch kontrolowany, czyli człowiek wie, co się dzieje i zamierza się tak ruszać (dobrze), albo brakuje mu zakresu ruchu w biodrze i nadrabia plecami, bo są bardziej ruchome (źle). Jest też opcja trzecia, najczęstsza: nie ma pojęcia o tym, że wyprost w biodrze jest naprawdę niewielki i próbuje przedobrzyć (Chodakowska). To się kończy zazwyczaj kontuzjami stawów biodrowych, robiłam, nie polecam.

Po trzecie, ludzie mają obsesję na punkcie mięśni, a nie ruchu. „A co ja tu robię? A co mi tu pracuje? A co ja tu wzmacniam?” w domyśle – jakie mięśnie. Otóż, wszystkie mięśnie mają przynajmniej dwie funkcje: są agonistami jednego i antagonistami przeciwnego ruchu w stawie, czyli albo ruch robią, albo mu oporują. Mówiłam, że żargon się włącza? No. Po ludzku: zbyt silny biceps, który zgina rękę w łokciu sprawi, że łokieć nie będzie mógł się w pełni wyprostować. Spróbujcie na moment usiąść prosto, pozwolić rękom zwisać swobodnie, a potem zegnijcie je lekko w łokciach i zaobserwujcie, co się dzieje w ciele.

Po czwarte, mózg naprawdę nie wie, że te kawałki, które czuje podczas ruchu to są mięśnie po łacinie biceps brachii, a po polsku dwugłowe ramienia. Mózg czuje ruch i jego komponenty – przybliżanie się i oddalanie jednej kości do drugiej, napływ krwi do tkanek, zmęczenie bądź nie, a także, co totalnie ignorujemy, a co jest megaważne – ułożenie kości w stawach. Wszystkie komendy dotyczące ruchu w stawach – obróć, zegnij, wyprostuj – są o wiele bardziej skuteczne, niż jakiekolwiek komunikaty „napnij ten i ten mięsień”.

Przyznam się bez bicia, że moja znajomość anatomii – w sensie mięśni, ich nazw, przyczepów i roli – jest taka sobie. Bardziej interesuje mnie rola układu nerwowego i doświadczeń płynących z ciała, niż wzmacnianie pośladkowego średniego. Dość długo miałam z tego powodu poczucie winy, aż w końcu zwierzyłam się Samowi. Sam prychnął.

– Ja się nie znam na mięśniach – powiedział. – Albo się ktoś dobrze rusza, albo nie, jeśli nie, to widzisz, jakiego ruchu potrzebuje i zaczynasz z nim nad tym ruchem pracować. To może zająć miesiąc, to może zająć rok, to może zająć pięć lat albo nie wydarzy się nigdy. Anatomia jest nudna.

Pół roku później Richard, zapytany, czy jest jakiś skuteczny sposób nauczenia się anatomii odpowiedział:

– Tak, jeden.

– Jaki?

– Wykuć. Chociaż wiesz co – zastanowił się. – Idź na sekcję. Jak zobaczysz, jak to wszystko jest zbudowane, połączone ze sobą, jak biegną włókna mięśniowe i jak to się przekłada na to, jak się przenoszą siły i naprężenia, to będziesz wiedziała, co się dzieje.

Słowem-kluczem jest tutaj „zobaczysz”. 
 Właściwy ruch, mimo tego, że u każdego człowieka wygląda inaczej, jest wyraźnym, powtarzającym się wzorcem. Dla mnie grupa ludzi, wykonująca właściwie dane ćwiczenie wygląda jak stado delfinów wyskakujących nad powierzchnię wody: ten sam ruch, wykonywany w ten sam sposób w zakresie możliwości, jakie daje nam ten sam układ kostny, mięśniowy i nerwowy. Ja po prostu widzę: nie obchodzi mnie, jak nazywają się mięśnie przypominające zbyt ciasno utkany materiał i ograniczające pełen zakres ruchu, albo te wyglądające jak za luźna przędza, w którą wpadają kości; mnie interesuje, czy wiem, co powiedzieć, żeby klient zorientował się, co się dzieje i potrafił odzyskać kontrolę nad ruchem.

– Wciągnij brzuch! Wciągnij brzuch i wypnij tyłek! Odblokuj łokcie! Głowa wyżej, mostek przed siebie! O właśnie! To jest porządny klęk podparty!

Od przyszłego tygodnia zajmę się składnikami tego wzorca.

PS. Przypomnę tutaj delikatnie, że wszelkie prawa zastrzeżone, a plagiat może i jest najwyższą formą pochlebstwa (Oscar Wilde), ale kradzione nie tuczy, więc zanim zerżniesz bezczelnie moje pomysły zastanów się, czy warto.

Podziel się dobrem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *