To jest tekst, który został pierwotnie opublikowany się w facebookowej grupie Pilates Now! – ponieważ grupa jest zamknięta, postanowiłam podzielić się nim tutaj. Tekst jest odzwierciedleniem wyłącznie moich poglądów i doświadczenia.

Pilates na całym świecie pada w tej chwili ofiarą własnego sukcesu. Poprawnie wykonywany i uczony przez wysokiej klasy specjalistów jest jednym z najskuteczniejszych systemów ruchowych znanych człowiekowi. Jest też – na szczęście – dyscypliną stosunkowo młodą i dzięki temu można prześledzić tzw. lineaż nauczycieli. Czyli: od kogo się uczyli i jak blisko źródła Metody się znajdują. Stąd rozróżnienie na nauczycieli pierwszej i drugiej generacji – czyli tych, którzy uczyli się od Josepha Pilatesa i tych, którzy uczyli się od nich.

Prawidłowo wykonywany i uczony pilates jest systemem trudnym, pracochłonnym i bardzo złożonym. Nauczenie się, jak poprawnie ćwiczyć zajmuje adeptom całe lata, jak przekazywać tę wiedzę klientom – kolejne lata. Do poziomu masterskiego, czyli uczenia innych nauczycieli również dochodzi się latami. Ale ponieważ sława w mediach jako remedium na wszystko napędziła popyt, a „pilates” to nazwa generyczna, no cóż. Dopowiedzcie sobie resztę.

Poprawnie wykonywany pilates naprawdę robi różnicę. W True Pilates w Nowym Jorku, szkole prowadzonej przez córkę Romany Kryzanowskiej mówi się, że są trzy wielkie systemy mind&body: joga, sztuki walki i pilates. Wielu nauczycieli pierwszej i drugiej generacji to tancerze, którzy praktykując poczuli, jak wielkie zmiany w ciele i psychice przynosi metoda – wystarczy tu wspomnieć Jaya Grimesa, Brooke Siler czy nieodżałowanego Juliana Littleforda. Wynika to z tego, że Joseph Pilates był genialnym biomechanikiem, który rzeczywiście wyprzedzał epokę o pięćdziesiąt lat – dopiero teraz w fizjoterapii i kinezjologii pojawiają się koncepcje, które Pilates stosował (choćby praca ze stopniowo rosnącym obciążeniem albo idea łańcucha kinetycznego). Wykorzystanie sprężyn w sprzęcie było jednym z przełomów w historii pracy z ludzkim ruchem i musicie uwierzyć tutaj na słowo antropologowi.

Pod koniec XX i na początku XXI wieku, kiedy pilates powoli zdobywał miejsce w głównym nurcie pracy z ciałem, zaczęły powstawać szkoły posiadające plan nauczania. Do tego czasu pilates był – jak każde rzemiosło – uczony systemem mistrzowskim/czeladniczym, czyli uczeń spędzał czas pod okiem mistrza, który przygotowywał go do zawodu (zazwyczaj lata – Blossom Crawford, jedna z najwybitniejszych współczesnych nauczycielek, spędziła 18 lat pod okiem Kathy Grant). Szkoły mają kilka cech: ich ciało pedagogiczne składa się z więcej, niż jednego nauczyciela, co daje możliwość dzielenia się wiedzą i czerpania jej z więcej, niż jednego źródła; mają plan nauczania, który umożliwia powtarzalność doświadczenia i kontrolę jakości wykonywanej przez absolwentów pracy dzięki systemowi egzaminów, mają też jasną ścieżkę rozwoju swoich nauczycieli. Ale nadal – ponieważ pilates jest systemem młodym, można prześledzić lineaż tych szkół aż do Josepha Pilatesa. Albo nie. A jeśli nie, to należy zacząć się martwić.

Świat pilatesu to tak naprawdę mały świat. Wszyscy się znają, wszyscy prędzej czy później, jeśli zależy im na jakości wykonywanej pracy odbędą pielgrzymkę do Stanów, żeby pracować z kimś z pierwszej albo drugiej generacji. I to nie jest tak, że każdy pilates jest taki sam, jak każdy inny pilates – rozróżnieniem nie jest „klasyczny” czy „nowoczesny”, ale: czy to ćwiczenie w ogóle jest ćwiczeniem z pilatesu? Czy jest wykonywane poprawnie? Czy dzięki zachowaniu tych wszystkich niewielkich elementów, podstawowych ruchów, uruchamianiu właściwych stawów we właściwej kolejności we właściwym czasie uzyskujemy ten niesamowity efekt, który składa się na pilates?

Nie każda szkoła tego uczy. Dlatego stwierdzenie, że „wszystkie szkoły są takie same, różnią się tylko dyplomem końcowym” jest nadużyciem. U podstaw pilatesu powinna leżeć właściwa biomechanika i na tym poziomie powinniśmy wszyscy uczyć tego samego, ale na litość boską – podział na „klasyczny” i „nowoczesny” też nie wziął się znikąd, Peak Pilates ma inną metodologię nauczania, niż Body Control Pilates, ale Karolina Libelt, polska Master Instructor Peaka, z którą mam olbrzymi zaszczyt się przyjaźnić zgadzamy się, że jednymi z najbardziej otwierających oczy warsztatów, na jakich byłyśmy były warsztaty z Tonem i Michaelem, ponieważ nie ma nic lepszego, niż uczenie się od ludzi, którzy są jak najbliżej źródła.

Pilates to jakość. Jakość ruchu, lepsza jakość życia, dla części ludzi większa łączność z własną duchowością, dla innych większa sprawność fizyczna. Każdy z nas ma swoją wersję doświadczenia, jakim jest pilates i to jest OK, bo tak samo każdy praktyk tai chi ma własną wersję doświadczenia, ale jest to doświadczenie wewnątrz ściśle skodyfikowanego systemu ruchu, którego opanowanie trwa latami.

Zaczęłam współpracę z Body Control Pilates, bo wierzę, że bycie nauczycielem – w tym nauczycielem pilatesu – to powołanie. Wierzę też w fiński system wartości: nauczyciele powinni być najlepiej wykształceni i przygotowani do zawodu, jak to tylko możliwe, a to przygotowanie wynika z ukończenia jak najlepszej szkoły i spędzenia jak największej liczby godzin na praktykach, a potem ucząc. I uważam, że każdemu nauczycielowi niezbędny jest jak tlen jego nauczyciel, mistrz, w którego warsztacie się praktykowało, a potem żeniło z córką i przejmowało interes…. no dobra… pojechałam. W momencie, kiedy kończysz dobrą szkołę, tych mistrzów i nauczycieli, od których możesz się uczyć jest wielu, na twoje doświadczenie składa się suma wiedzy i doświadczenia wszystkich tych, z którymi pracujesz. Z jednymi będzie ci bardziej po drodze, z innymi mniej, ale od każdego możesz nauczyć się rzeczy, których wcześniej nie wiedziałaś. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie naprawdę największą frajdą jest to, że mogę uczyć się od ludzi mających większą wiedzę niż ja. Cały czas. Najlepiej co tydzień na solówkach.

Pilates to nie jest droga na skróty. To, że powiesz o sobie „Jestem master instructorem” i zaczniesz prowadzić kursy nauczycielskie bez odbycia całej drogi rzemieślniczej – od ucznia przez czeladnika do mistrza – nie zrobi z ciebie mistrza, bo kiedy weźmiesz dłuto do ręki i zaczniesz pracować, zamiast ołtarza Wita Stwosza wyjdzie ci wystrugany w lipowym drewnie krzywy świątek.

Dziękuję za uwagę.

Podziel się dobrem