Pracownia wyposażona jest we wszystkie najważniejsze sprzęty, jakie wymyślił Joseph Pilates. Są to fantastyczne narzędzia, służące do lepszego poznania i zrozumienia ruchu. Podtrzymują i wspomagają albo stawiają opór i utrudniają, wzmacniają i rozciągają, uczą prawidłowej postawy i właściwego korzystania z mięśni. Wszystko dzięki wykorzystaniu sprężyn i znajomości fizyki naprężeń.

Reformer – czyli Naprawiacz – przypomina ramę łóżka. W środku ramy znajduje się jeżdżąca na kółeczkach platforma, podpięta z jednego końca do sprężyn. W zależności od modelu reformera sprężyn może być pięć o różnej sile naprężenia, albo cztery jednakowe. Mój reformer podpięty jest do czterech sprężyn o jednakowym naprężeniu. Z drugiego końca do platformy przymocowane są sznury (albo, znów w zależności od modelu, skórzane pasy) z uchwytami na stopy lub dłonie.
Reformer to twój partner w tańcu, egzoszkielet oraz najlepszy nauczyciel ruchu, jakiego można mieć. Nie gryzie, ale potrafi nieźle dać w kość. Mój ma na imię Orm Irian i jest dziewczynką.

Wieża, czyli pół Cadillaca to stalowe pionowe rury, do których przymocowane są na różnych wysokościach zaczepy na sprężyny. Pomiędzy nimi wisi Push Through Bar, który po podczepieniu sprężyn dobrego dnia nazywam wajchą, a złego gilotyną.
Sprężyny przyczepione do Wieży drugim końcem przyczepiają się do człowieka i ułatwiają albo utrudniają wykonanie ruchu. Praca z nimi przypomina trochę poskramianie małych, bardzo żywych i ciekawskich smoków. Wieża ma na imię Krogulec.

Wunda Chair, czyli Cudowne Krzesło zwane jest też Żelaznym Tronem albo Karłem. To najtrudniejszy i najbardziej wymagający ze wszystkich sprzętów: ma najmocniejsze sprężyny, najmniejszą powierzchnię podparcia i najmocniej “kopie”, jeśli się nie dostosuje obciążenia.
Wierzcie lub nie, Joseph Pilates wymyślił je jako mebel domowy. Moje maleństwo ze względu na swój trudny charakter i krnąbrność ma na imię Tehanu.