Kiedy opublikowałam ten tekst moja znajoma podrzuciła mi na Fejsie linka do szkolenia pilates i przypomniałam sobie, że jest jedna bardzo ważna rzecz, o której zapomniałam.

Zrobiłam podstawowy błąd atrybucji: założyłam, że wszyscy ludzie chcący zostać nauczycielami pilatesu mają taką samą wiedzę jak ja i są w stanie ocenić, która szkoła jest szkołą, w której warto się kształcić, a którą nie warto sobie zawracać głowy, bo to strata czasu i pieniędzy. Pójdę wytarzać się w smole i pierzu w ramach ekspiacji. To teraz będzie krótki i brudny poradnik, jak nie wtopić kasy i czasu w szkolenie-krzak.

Przede wszystkim: wyobraź sobie, że po żadnym szkoleniu nie dostałabyś dyplomu. Zero jakiegokolwiek papierka potwierdzającego twoje umiejętności. Wbrew pozorom takie myślenie bardzo ułatwia wybranie naprawdę dobrej szkoły – skupiasz się bowiem na umiejętnościach, które nabędziesz a nie na kawałku celulozy z wypisanym twoim imieniem i nazwiskiem. Automatycznie odpadną więc wszystkie kuszące „certyfikatem ważnym w całej galaktyce” trzygodzinne kursy w Pcimiu Niższym. Odpada też dylemat „Nigdy nie wyjadę z Polski, czy ma sens robienie szkolenia w międzynarodowej szkole?”. Chcesz się nauczyć fachu, a nie mieć dyplom, więc wybierz najlepszą z dostępnych ci opcji.

  1. Sprawdź cenę szkolenia. Dobre szkolenie powinno wywołać w tobie reakcję „O kurwa, ILE?!!” i paniczne przeliczanie zer w nadziei, że się o jedno rąbnęłaś. Nie, nie rąbnęłaś się, to są tysiące, a nie setki. Możliwe, że dolarów. Dobre szkolenie będzie zawsze o wiele droższe, niż się spodziewałaś – chyba, że jesteś fizjoterapeutką, wtedy może wydać ci się za tanie. Nie, nie warto oszczędzać. Nigdy nie warto oszczędzać na dostępie do wiedzy i umiejętności. Tak naprawdę to jedyna rzecz, na którą warto wydać pieniądze. Co więcej: załóż, że zrobisz JEDEN kurs nauczycielski w życiu. Chcesz od razu zrobić taki, po którym nie trzeba będzie uczyć się od początku, tylko rozwijać wiedzę na solidnych podstawach. To trochę jak magisterka: chcesz mieć jedną. Potem możesz robić kursy podyplomowe i ewentualnie napisać doktorat.
  2. Sprawdź czas trwania szkolenia. Tutaj powtórzy się reakcja z punktu pierwszego, ale dotyczyć będzie miesięcy/lat i wymaganych godzin praktyk. Nie skończysz w dwa dni. Nie skończysz w dwa tygodnie. Nie skończysz w dwa miesiące. Nastaw się na proces trwający od dziewięciu miesięcy do dwóch lat. Nie ma w tym nic złego ani przerażającego: tyle zajmuje naszemu mózgowi przyjęcie i zasymilowanie nowej wiedzy. Mówiąc kolokwialnie: zrozumienie tematu.
  3. Sprawdź afiliację instytucji edukacyjnej. Jeszcze kilka lat temu zdarzały się sytuacje, kiedy organizatorzy kursów podawali nieprawdziwe informacje na temat swoich związków z dużymi międzynarodowymi szkołami. Są to działania absolutnie niedopuszczalne.
  4. Sprawdź kwalifikacje szkoleniowca/szkoleniowców. Na ten temat mogłabym napisać książkę i byłby to horror.
    Coś, czego spora liczba ludzi nie ogarnia to różnica między byciem absolwentem kursu nauczycielskiego a byciem szkoleniowcem/uczeniem innych nauczycieli. Po kursie nauczycielskim, nawet na wszystkich poziomach na wszystkich sprzętach w najlepszej szkole świata nie ma się jeszcze wiedzy i doświadczenia, by być szkoleniowcem i są tylko dwie rzeczy, które mogą to zmienić: czas i ciężka praca. Dużo czasu i dużo ciężkiej pracy. Więcej, niż kiedykolwiek ci się śniło. Biogram szkoleniowca powinien zawierać informacje mające bezpośredni związek z materiałem, którego szkoleniowiec uczy i wcale nie musi być bardzo rozbudowany. Tak na przykład wygląda profesjonalna wizytówka jednego z najlepszych nauczycieli, z jakimi miałam okazję pracować. Umówmy się: interesuje cię, ile lat ten człowiek przepracował, gdzie się uczył i jakie ma kwalifikacje do wykonywania pracy, jaką wykonuje. Kropka. Jeśli te informacje są zamulone, niejasne albo nie do znalezienia – odpuść sobie.
  5.  Unikaj samotnych białych żagli. Pilatesu nie uprawia się w próżni, to system czeladniczo-mistrzowski i chcesz uczyć się od kogoś, kto ma swojego mentora, silne pozytywne związki z innymi nauczycielami i jest osadzony w pilatesowej światowej społeczności. Twój mistrz powinien być czeladnikiem u swojego mistrza. Co więcej, jednoosobowe instytucje edukacyjne, gdzie ta sama osoba pisze program kursu, wykłada i egzaminuje są z punktu widzenia procesu edukacyjnego zwyczajnie niewiarygodne.

To teraz możemy przystąpić do kolejnej części tego cyklu, czyli tego, czego się spodziewać na kursie i jak się do tego psychicznie przygotować. Tak, to będą opowieści z drugiej strony barykady, czyli to, czego zazwyczaj nikt ci nie mówi, a szkoda.

 

Podziel się dobrem