Dzisiaj będzie o procesie uczenia się i związanymi z nim trudnymi momentami. A także o tym, jak możesz na te momenty zareagować oraz jak reagować tak, by nikomu, w tym sobie, nie zrobić krzywdy.

Proces uczenia się, albo nabywania kompetencji, ma cztery etapy. Żadnego z nich nie da się pominąć, ale jeden jest bardzo niekomfortowy.

Nieświadoma niekompetencja: Nie wiem, że nie wiem. Jest to stan błogiej ignorancji, w której nie mamy zielonego pojęcia o tym, że człowiek ma więcej niż jeden mięsień brzucha i ten mięsień nie nazywa się sześciopak. Ten stan kończy się w ciągu pierwszego kwadransa kursu, kiedy dostajesz do ręki podręczniki i zaczyna do ciebie docierać, że mogłaś się wkopać bardziej, niż ci się wydawało. Witamy na etapie drugim. To:

Świadoma niekompetencja: wiem, że nie wiem. Etap związany z jedną emocją: frustracją. Najtrudniejszy etap w procesie uczenia się, na którym pojawia się dysonans poznawczy.

Dysonans poznawczy to nieprzyjemny stan, kiedy konfrontujesz przekonania na swój temat z informacjami zwrotnymi, które dostajesz. Na przykład kiedy okazuje się, że nie umiesz nauczyć sześciu osób jak wykonać najprostsze ćwiczenie, a przecież mówili ci, że jesteś urodzoną nauczycielką. Albo kiedy nauczyciel ciągle cię poprawia, a przecież ty wiesz, że robisz to ćwiczenie dobrze. Albo kiedy nie rozumiesz anatomii, a przecież zawsze byłaś najlepszą uczennicą.

Z dysonansem można poradzić sobie na dwa sposoby, jeden trudny, ale w dalszej perspektywie rozwijający i jeden łatwy, ale potencjalnie katastrofalny.
Ten łatwy to: Ja wszystko robię dobrze, to inni się mylą oraz są winni moich niepowodzeń, bo nie potrafią mnie nauczyć.
Ten trudny to: Ja się mylę, nie wiem wszystkiego i podejmuję odpowiedzialność, żeby się dowiedzieć i nauczyć.

Hej – to kurs. Jesteś na nim z automatu w stadium „Wiem, że nie wiem”, więc najlepsze, co możesz zrobić to nie utrudniać sobie procesu przyjmowania wiedzy próbami zrzucenia odpowiedzialności na innych. Po prostu jeszcze tego nie umiesz, uczysz się. No cóż, koordynacja kończyn sześciu osób jest trudniejsza, niż uczenie dzieci angielskiego. Anatomię się wykuwa, powie ci to każdy student medycyny, nikt jej nie rozumie. A jeśli nauczyciel cię poprawia… hmm, jeśli uważasz, że nauczyciel się myli i ty wiesz lepiej, to czy na pewno ten kurs to dobre dla ciebie miejsce?

Świadoma kompetencja: wiem, że wiem. Można ją podsumować jednym zdaniem „Uff, nie jestem niedojdą, nauczyłem się”. To poziom, na którym zdobytą wiedzę i umiejętności się utrwala. Na kursie nauczycielskim ciągle chodzi się pomiędzy etapem drugim i trzecim: czasami ma się wręcz wrażenie, że co się czegoś nauczę, to się okazuje, że czegoś nie wiem. Spokojnie: to normalne. Nasze życie tak naprawdę polega na chodzeniu między etapem drugim i trzecim: O, nie wiem czegoś – O, uczę się – O, wiem.

Nieświadoma kompetencja: nie wiem, że wiem. Zwana też intuicją. To wtedy, kiedy nauczyciel coś robi, ty go pytasz, jak to zrobił, a on rozkłada ręce i mówi „Słuchaj, nie wiem, po prostu tak czułem”.

Przygotuj się na to, że kurs będzie dla ciebie wyczerpujący mentalnie, fizycznie i emocjonalnie bardziej, niż się spodziewałaś. Przede wszystkim dlatego, że będziesz przez wiele godzin dziennie uczyć się rzeczy, które są nowe, trudne i wymagające skupienia oraz spędzać te godziny z grupą innych ludzi na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Będziesz po prostu zmęczona. Na tyle, na ile się da zadbaj wtedy o swój komfort i przestrzeń i nie bierz sobie na głowę dodatkowych obowiązków i nie angażuj się w procesy, które niosą ze sobą dodatkowe zmiany. Zmiana – i ta dobra, i ta zła – jest dla naszego systemu przeładowaniem i stresem, dawkujmy sobie bodźce.

Weź pod uwagę, że będziesz bardzo intensywnie pracować całym ciałem. To może, ale nie musi, oznaczać niespodziewane reakcje psychosomatyczne – możesz zacząć ni z tego, ni z owego płakać albo się trząść, albo dostać nagłego ataku furii i mieć ochotę pozabijać wszystkich dookoła, albo nagle porządkować sprawy życiowe, z którymi wcześniej nie miałaś siły się zmierzyć. Rekacji jest tyle, ilu ludzi i każda z nich jest OK tak długo, jak długo nie utrudnia funkcjonowania ani tobie, ani innym. Innymi słowy: jak ci raz nerwy strzelą i nawarczysz na nauczyciela, nic się nie stanie. Jeśli warczenie będzie twoim permanentnym sposobem porozumiewania się z otoczeniem, nawiązanie kontaktu stanie się utrudnione.

Twoje relacje z innymi osobami na kursie też będą się zmieniać i czasami popadać ze skrajności w skrajność. To też jest zupełnie normalne podczas pracy w zespole ludzi, których nie znasz. Zazwyczaj ludzie się dogadują, ponieważ wspólna praca i wysiłek łączą, ale zdarza się też, że grupa się zupełnie nie skleja. Nie skleja się zawsze z więcej, niż jednego powodu; co więcej, żeby się nie skleiła musi zajść ciąg zupełnie fatalnych wydarzeń losowych. Niestety, czasami zachodzą i  wspólna praca przypomina brodzenie po kolana w betonie. Nie przejmuj się – wtedy należy zagryźć zęby i powtarzać sobie, że to tylko kurs, tobie zależy na tym, żeby się jak najwięcej nauczyć i w dupie masz wszystkie dramy dookoła.

Natomiast są takie zachowania i sposoby myślenia, które mogą ci utrudnić życie. Każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu je stosuje, bo tak mamy zbudowany mózg; ważne jest raczej to, żeby zdawać sobie sprawę z ich istnienia i nie iść na łatwiznę, jaką oferują.

Naucz Mnie/Kurs Zrobi To Za Mnie – czyli przekazanie odpowiedzialności za proces uczenia się czynnikom zewnętrznym. Jest różnica między „Uczę Się” a „Naucz Mnie” – w tym pierwszym przypadku aktywnie coś robisz, w tym drugim czekasz, aż ktoś zrobi za ciebie. Wariacjami „Naucz Mnie” są „Pokaż Mi”, „Wyjaśnij”, „Powiedz Jak To Się Robi”. Niby nie ma w tym nic złego: często człowiek Naucz Mnie podchodzi do kursu entuzjastycznie, ale gdzieś z tyłu głowy ma założenie, że nie będzie musiał wykonać pracy, by przyswoić materiał, bo ktoś wykona ją za niego. Kiedy się okazuje, że jednak trzeba będzie włożyć w proces pewien wysiłek, pojawia się frustracja.

Co wtedy? Wtedy warto usiąść i pomyśleć sobie, że nie ma nic bardziej przerażającego, ale też nic bardziej uskrzydlającego od brania odpowiedzialności za swoje czyny. Tak długo, jak długo będziesz liczyć na to, że to nauczyciel napełni cię wiedzą nie dowiesz się, ile naprawdę potrafisz: zawsze będziesz tylko odtwarzać to, co usłyszałaś.

Ale Ja To Już Umiem/Nie Poprawiaj Mnie – powodów takiego zachowania może być kilka;   obracają się dookoła tego, jaki obraz siebie mamy w głowach i co dla nas oznacza popełnianie błędów: czasami panicznie się tego boimy, bo ktoś nam wmówił, że jeśli nie robimy czegoś idealnie, jesteśmy niczym i spirala perfekcjonizmu gotowa. Czasami wynikają z tego, że ktoś ma zaburzony obraz własnych umiejętności i możliwości. A czasami są komunikatem „Ty się mylisz”.

Co wtedy? To zależy. Zawsze jest dobrze usiąść i zastanowić się, dlaczego tak źle reagujesz na poprawki i co się stanie, jeśli przyznasz się do błędu i go skorygujesz. Trudna prawda o pilatesie brzmi: poprawki będą zawsze, ponieważ to praca z ciałem: nic nie jest dane raz na zawsze. Nikt nie jest idealny, jesteśmy ludźmi, robimy rzeczy. Czasami wychodzą, czasami nie, wychodzą lepiej, jeśli dajemy sobie prawo do popełniania błędów. Pamiętasz to stare powiedzenie, że praktyka czyni mistrza? Jest w stu procentach prawdziwe. Natomiast jeśli uważasz, że naprawdę już to umiesz, wiesz lepiej i ci, którzy cię poprawiają nie mają do tego prawa, to muszę cię zmartwić: być może nie masz odpowiednich predyspozycji do bycia nauczycielem czegokolwiek.

Twoim Obowiązkiem Jest Mnie Nauczyć/To Twoja Wina, Że Mi Nie Wychodzi – częsty i bardzo niebezpieczny sposób odreagowania frustracji spowodowanej tym, że czegoś nie ogarniamy: szukanie odpowiedzialnych za nasze porażki poza nami. Nauczyciel źle uczy, nauczyciel się na mnie uwziął, nauczyciel mnie nienawidzi, nauczyciel mi utrudnia, wszyscy dookoła są winni tego, że mi nie wychodzi, wszyscy mnie gnębią i atakują, a ja się tak staram.

Co wtedy? Odpocznij. Masz zmęczony, przeładowany, głodny oraz odwodniony mózg, który  wszedł w funkcję „Przetrwać” i dopatruje się zagrożeń tam, gdzie ich nie ma. Jeśli nie odpoczniesz, za moment rzucisz się do gardła komuś, kto chce ci pomóc. W skrajnym wypadku, w którym tak postrzegasz świat przez cały czas: ja niewinna, wszyscy przeciw mnie – to może być dobry moment, żeby poszukać pomocy, ponieważ jesteś zestresowana w stopniu zagrażającym tobie i innym. Działania, jakie podejmiesz mogą naprawdę wyrządzić komuś nieodwracalne szkody. Zazwyczaj tobie.

I Want It All, And I Want It Now – czyli niecierpliwość i przekonanie, że do celu można się teleportować. Mój ulubiony sposób utrudniania sobie życia, gdyż kiedy rozdawali cierpliwość, stanęłam w kolejce po długie nogi, dwa razy.

Co wtedy? Niestety – jedynym sposobem zdobycia szczytu jest wejście na niego na piechotę i warto od czasu do czasu zamiast patrzeć na czubek i irytować się, że nadal jest daleko spojrzeć w dół, na drogę, którą się już przebyło.

Jestem Głupią Bułą I Nic Nie Umiem/Nigdy Tego Nie Zrozumiem – przekonanie, które pojawia się, kiedy po raz kolejny coś nie wyszło i zamiast spróbować zidentyfikować przyczynę problemu człowiek siada i zaczyna płakać. Czasami w przenośni, czasami dosłownie. Może trwać kwadrans, może też przejść w stan chroniczny i bardzo utrudnić przyswajanie wiedzy, ponieważ takie przekonania na własny temat wcale nie wspierają rozwoju.

Co wtedy? Odpocznij, masz przeładowany i przebodźcowany mózg, który nie może przetworzyć posiadanych informacji. Są przypadki, w których po odpoczynku dociera do ciebie, że rzeczywiście czegoś po prostu nie rozumiesz i nie chcesz się zmuszać do tego, żeby zrozumieć. Możesz wtedy  zaparkować problem z tyłu głowy i wrócić do niego za jakiś czas, zajmując się tym, co rozumiesz. Czasami okazuje się też, że po prostu przeliczyłaś się i ten zawód nie jest dla ciebie – i to też jest OK.

Fochmistrz/Zraniłeś mnie na wskroś – najczęstszy sposób radzenia sobie z frustracją. Dzieje się wtedy, kiedy człowiek wie, że czegoś nie umie i nie ogarnia, ale nie może się opanować i pokaże całemu światu, jak bardzo mu się nie podoba to, że ktoś go poprawił. Gdybym dostała piątaka, najlepiej w funtach, za każdego focha jakiego strzeliłam na mojego nauczyciela podczas kursu byłabym bardzo bogatą kobietą.

Co wtedy? Nic. Nie znam nikogo, kto byłby w stanie dąsać się dłużej, niż pół godziny, bo to stan emocjonalny, który mija sam z siebie. Jesteś po prostu wzburzona. Jeśli ty strzelasz focha – poczekaj, aż ci przejdzie, zanim zaczniesz z kimś o przyczynie tego stanu emocjonalnego rozmawiać. Jeśli widzisz, że ktoś strzela focha – daj mu się uspokoić i dopiero potem pytaj, co się stało. Ja osobiście wolę ludzi otwarcie strzelających fochy albo trzaskających drzwiami, niż takich, którzy stosują bierny opór „Nie Poprawiaj Mnie”.

Nie Jesteś Moją Prawdziwą Mamą – to wtedy, kiedy ktoś podważa autorytet nauczyciela. Umówmy się: naprawdę dobrych kursów nie prowadzą debile i pierdoły, tylko wysokiej klasy specjaliści. Ich zadaniem jest przekazać trudną wiedzę w sposób jasny i zrozumiały oraz stworzyć atmosferę sprzyjającą uczeniu się. Kwestionowanie ich umiejętności albo zachowanie w sposób, który jasno pokazuje, że nie szanujesz ich pracy jest co najmniej nie na miejscu: wpływa negatywnie na proces przekazywania wiedzy i uczenia się całej grupy. Uwaga: nie piszę tutaj o sytuacjach, bardzo rzadkich ale jednak zdarzających się, kiedy okazuje się, że nauczyciel nie wywiązuje się ze swojego zadania, a ty masz narzędzia poznawcze, żeby to zauważyć i udowodnić.

Co wtedy? Przestań. Poza tym karma to suka i kiedyś ugryzie cię w tyłek: znajdzie się ktoś, kto zachowa się tak w stosunku do ciebie.

Poza tym zawsze pamiętaj, że jesteś na tym kursie dla siebie, a nie dla innych, uczysz się w swoim tempie i jeśli uznasz, że coś ci nie pasuje zawsze możesz zrezygnować. To twoje życie. Najważniejsze jest, żebyś była przekonana, że dokonałaś dobrego wyboru i jesteś zadowolona z kierunku, w jakim zmierzasz.

Na koniec sprzedam ci tajemnicę, jaką w rodzinach nauczycielskich przekazuje się z pokolenia na pokolenie: nauczyciel widzi wszystko. Każdy stan emocjonalny, każde zawahanie, focha, rozczarowanie, radość, a przede wszystkim to, czy ktoś pracuje nad sobą i robi postępy, czy nie. Niczego tak wyraźnie nie widać jak tego, że ktoś się miga od pracy. Zresztą, przekonasz się sama.

Podziel się dobrem