Dobry Pilates: Powrót do życia

Znacie ten tekst o życiu i cytrynach? Że jak jedno daje Wam drugie, zróbcie lemoniadę?

To ja dostałam od życia w prezencie cały gaj cytrynowy, z którego mogłabym zrobić nie tylko lemoniadę, ale też rozpocząć produkcję olejku eterycznego, wody kolońskiej, naturalnych cytrynowych kosmetyków a na tym, co zostało robić limoncello. I powiadam Wam, byłoby to naprawdę dużo limoncello. 

Co tu dużo gadać – przez ostatnie pięć lat łatwo nie było, a ostatni rok – od września 2019 do września 2020 – okazał się piękną wisienką na torcie, który z daleka wyglądał na czekoladowy, a z bliska… sami się domyślcie, co okazywało się z bliska.

I bardzo chciałabym napisać, że pilates pomógł mi dojść do siebie po trudnej operacji i przetrwać półroczną chemię, ale łgałabym jak z nut – bo pilates był ostatnią rzeczą, na jaką podczas leczenia miałam ochotę, a dojść do siebie i przetrwać pomogli mi oczywiście ludzie, którzy mnie otaczali. A po ostatniej chemii, kiedy wjechały efekty uboczne, których udało mi się uniknąć przez pół roku dotarło do mnie, że temat pilatesu należy zaparkować, być może na zawsze i nastawić się na to, że jak w ciągu trzech miesięcy nie tknę sprzętu, to go sprzedam i zajmę się czymś innym. I jak zwykle bywa w takich wypadkach – zajęcie się czymś innym okazało się świetnym pomysłem. 

Zaczęłam praktykować jogę. Od podstaw, zupełnie bez spiny i oczekiwań, po prostu na zasadzie „A, nigdy porządnie nie próbowałam, przekonam się, co to”. Kupiłam sobie nową matę z alpaką Izabelą i przypomniałam sobie, jak to jest być w czymś początkującym, a nie „ekspertem”. I po miesiącu regularnej praktyki jogi zaczęłam też znów ćwiczyć pilates. Tak – na poziomie dla początkujących, bez spiny, bez oczekiwań, na zasadzie “Przekonajmy się, czy to naprawdę działa tak, jak pamiętałam, że działało te dwadzieścia i piętnaście lat temu”.

Oczywiście – działa. Bardzo się z tego cieszę.

Cieszę się też, że dostałam kolejną możliwość zaczynania pilatesu od zupełnego początku, ale za to z całą moją wiedzą, zebraną w sumie przez ostatnie ćwierć wieku. Dotarło do mnie, jaka dobra i potrzebna to wiedza, i że w sumie głupio byłoby się nią nie dzielić z ludźmi, którzy jej potrzebują. Takimi jak ja: po czterdziestce, po operacjach, po depresji, po mobbingu, po wypaleniu zawodowym, po traumach. Takimi, którzy potrzebują odzyskania poczucia bezpieczeństwa i spokoju na najgłębszym, fizycznym poziomie, a można to zrobić tylko w jeden sposób: przez dobry, mądry, bezpieczny i wspierający ruch.

Przez – między innymi – dobry pilates.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *